Kiedy tak siedział i myślał wpadł na genialny pomysł, przynajmniej dla niego. W jego komnacie nie było niczego więcej oprócz ogromnego kaktusa. Postanowił go połknąć, wtedy zostałby wywieziony do szpitala, skąd byłoby dużo łatwiej uciec. W końcu tam nie było uzbrojonych strażników. Jak postanowił tak też zrobił. I udało sie, trafił do szpitala, został zoperowany, niestety jego przyszła "żona" dostała w tym samym czasie ataku padaczki, właściwie jej życie było kwestią tygodni, i trafiła do tego samego szpitala, Zośka już nie mógł stamtąd uciec.